Biografia
Jane
Mons
Glon
„Teen
spirit“
- Prolog
Opis:
Ikona rocka na całym świecie, Jane Monsglon po wielu
latach istnienia w show-biznesie postanawia napisać razem
z Sofią Breg, autorką bestsellerów wśród literatury
nowoczesnej swój osobisty list do ludzi, których
kiedykolwiek spotkała. Chce pokazać wszystkim swoją
twarz i w wyjątkowo łzawy sposób poruszyć Wasze
zgorzkniałe na ludzkie cierpienie serca. „Czy
przestaniecie kiedyś mnie, kurwa, idealizować?“
Chciałam
napisać powieść. Bardzo przeklinam. Nie posiadam zbyt wielkiego
talentu, nie umiem nawet mówić bez chwilowych łez o swoim życiu
i stratach w wykurwiście ważnych ludziach, których próbowałam
kochać, bo też mam pokrętne emocje. Dużo pokrętnych emocji,
które przytłaczają samą mnie. Chcę pokazać swoje emocje,
abyście zrozumieli, że ja też jestem człowiekiem. Nie robotem,
nie zwierzęciem, nie laską z telewizji, ale człowiekiem, takim jak
Ty. Płaczę, żyję, załamuję się, chodzę do psychiatry i mam
uzależnienia. Opowiedziałam więc komuś o swojej historii, o tych
głupotach typu, że nie warto się poddawać i o tym jak było
naprawdę przez te wszystkie lata cholernie szczerze. Bez kłamstw
powielanych od początku. Nie chcę, żeby ludzie pomimo upływu tylu
lat postrzegali mnie jako pustą lafiryndę bez zahamowań i przeżyć,
które przecież posiada za sobą każdy z nas. Kogoś, kto swoją
pozycje w podobno większym świecie zajmujmuje przypadkowo, nie
dzięki ciężkiej pracy. Jeżeli chcecie utrzymać wyobrażenie na
temat mojej osoby wykreowane w mediach, odłóżcie tę książkę.
Nie będę dłużej wytworem waszej wyobraźni. Wyobraźcie sobie, że
siedzę przed Wami z papierosem w ręku i trzęsącymi się rękami.
Mam takie czerowne włosy jak zawsze, ale bardziej zmęczone oczy. Ta
książka będzie wyjątkowa. Będzie szczera. Ja chcę być szczera.
Chcę uniknąć tworzenia następnej kopii zbuntowanej Jane. Jest
tylko jedna Jane, którą Wy od lat oceniacie przez kolorowe pisemka
bez poznania jej osobiście. Chciałam podziękować Sofii, autorce
biografii za wysłuchiwanie mnie. Byłaś taka dobra spisując to
wszystko na kartkach. Nie przejmowałaś się moimi emocjonalnymi
wyskokami, tym dymem od fajek krążącym leniwie po ścianach mojego
malutkiego pokoju, brakiem herbaty w eleganckich filiżankach, które
tak bardzo kochasz. Byłaś dla mnie takim wielkim wsparciem! Nawet
sobie tego nie wyobrażasz. Wiem, że zamiast oceniać, próbujesz
rozumieć. Kocham Cię za to. To wyjątkowa cecha, słońce. Wierz w
siebie. Chcę podziękować znajomym, którzy wysyłali mi zdjęcia i
historie motywując do zebrania pamięci w całość. Chcę
podziękować Wam, bo po prostu jesteście. Piszecie do mnie
wspaniałe listy. No, nie mam ich w dupie. Wzruzam się tym, co
piszecie. Czytam je bardzo często. Wieczorami, jak nie mogę zasnąć.
Chcę podziękować Jeanne, która takie listy z Paryża przesyła mi
od sześciu lat regularnie co miesiąc. Opowiada mi o sobie, o swoich
problemach, także miłosnych dając cząstkę normalności. Brakuje
mi normalnego świata i codziennego chodzenia po bułki bez obstawy i
bez bójek, a Ty dobrze o tym wiesz. Dajesz mi przeżyć młodość
na nowo. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę te zmęczone fioletowe
cienie pod oczami, które opisujesz u siebie na przypalonych kartkach
papieru. Ostatnią osobą, jakiej należą się podziękowania jest
pani z redakcji. Dzięki, że przeczytałaś to jako pierwsza i
korygowałaś „haniebne wulgaryzmy“ w swoim gabineciku. Polubiłam
ten gabinecik oraz nasze terapeutyczne rozmowy na temat moich
niezdrowych relacji z samą sobą.
Dzięki,
po prostu dzięki. Kocham wyżej wymienionych ludzi. Skończmy ten
artystyczny bełkot i zabierzmy się do pracy, Sofio.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jezeli masz jakies celne uwagi to smialo mozesz je tutaj wpisac. Na pewno nastepnym razem wezme je pod uwage. :)